Zatrzymanie Bąkiewicza w Berlinie przy Kamieniu Pamięci – policja wyjaśnia
Berlińska policja zatrzymała sześciu członków Ruchu Obrony Granic, w tym Roberta Bąkiewicza, po próbie przemarszu z krzyżem do polskiego pomnika. Grozi im co najwyżej kara pieniężna.

Berlińska policja: zatrzymani naruszyli prawo o zgromadzeniach
We wtorek 16 czerwca grupa około 15 członków Ruchu Obrony Granic (ROG) Roberta Bąkiewicza zebrała się w parku przed Reichstagiem w Berlinie. Jak podaje dw.com, uczestnicy w żółtych kamizelkach, z dużym drewnianym krzyżem i transparentami zamierzali przejść pod Kamień Pamięci dla Polski 1939–1945 – tymczasowy pomnik upamiętniający polskie ofiary II wojny światowej i niemieckiej okupacji.
Zgodnie z komunikatem berlińskiej policji, krótko przed godz. 16:00 funkcjonariusze zakazali grupie przemarszu do miejsca pamięci. Zaproponowano im za to – przez osobę mówiącą po polsku – „zorganizowanie zgromadzenia w pobliskim Skulpturenparku albo udanie się pojedynczo do miejsca pamięci".
Gdy mimo zakazu grupa wspólnie, z krzyżem i transparentami, ruszyła w kierunku pomnika, policjanci zastosowali środki ograniczające wolność wobec sześciu osób. „Ponieważ doszło przy tym do stawiania oporu, nasze siły policyjne zastosowały również środki przymusu" – tłumaczy berlińska policja. Po zakończeniu czynności wszystkie zatrzymane osoby zostały na miejscu zwolnione.
Na nagraniach opublikowanych w mediach społecznościowych widać szarpaninę z policjantami oraz zakucie części uczestników – w tym Bąkiewicza – w kajdanki.
Co grozi zatrzymanym?
Rzeczniczka berlińskiej policji przekazała Deutsche Welle, że osoby stawiające opór odpowiedzą za naruszenie nietykalności funkcjonariuszy publicznych. Pozostałe, które bez oporu kontynuowały marsz, naruszyły berlińską ustawę o wolności zgromadzeń. „Jest to jednak jedynie wykroczenie, a nie przestępstwo" – zaznaczyła rzeczniczka. Za samo naruszenie przepisów o zgromadzeniach grozi „co najwyżej kara pieniężna".
Policja wyjaśniła ponadto, że zgromadzenie mogło odbyć się w bezpośrednim sąsiedztwie Kamienia Pamięci – za głazem znajduje się zielona przestrzeń, na której uczestnicy mogli stać, a następnie pojedynczo podchodzić do miejsca upamiętnienia.
Reakcje w Polsce
Do zdarzenia odniósł się rzecznik MSZ Maciej Wewiór. „Odnośnie zajścia w Berlinie: nasz konsul na miejscu działa – ustala w tej chwili okoliczności zdarzenia i powody zatrzymania" – napisał na platformie X.
Sam Bąkiewicz apelował na X do polskiej ambasady w Berlinie: „Wzywamy polskiego ambasadora w Niemczech do pilnej interwencji. Zostaliśmy pozbawieni wolności przez Niemców. Może dojść do użycia siły wobec nas. Nie złamaliśmy prawa". W opublikowanym nagraniu tłumaczył, że członkowie ROG nie organizowali zgromadzenia, lecz chcieli się „pomodlić pod kamieniem, 30-tonowym, który Niemcy po 86 latach postawili Polakom w ramach reparacji". Na antenie Telewizji Republika stwierdził, że interwencja policji była „skandalem", a Niemcy obawiają się treści tablic upamiętniających.
Interwencję skomentował prezes PiS Jarosław Kaczyński, według którego zdarzenie ujawniło stosunek niemieckich władz do Polaków. Kaczyński w tym samym wpisie odniósł się do planowanej umowy o polsko-niemieckiej współpracy obronnej, pytając o działania ambasady i MSZ.
Umowa obronna w cieniu incydentu
Dzień po berlińskim incydencie, 17 czerwca w Warszawie, ministrowie obrony Polski i Niemiec – Władysław Kosiniak-Kamysz oraz Boris Pistorius – podpisali umowę o współpracy w dziedzinie obronności. Dokument obejmuje m.in. wspólne ćwiczenia i mobilność wojskową, nie zawiera jednak zapisów o gwarancjach bezpieczeństwa analogicznych do traktatów, które Polska zawarła z Francją i Wielką Brytanią. Data podpisania nie jest przypadkowa: dokładnie 35 lat wcześniej Niemcy i Polska podpisały traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy.
Source: Google News PL — Crime (pl)