Pielęgniarki opłacane nieoficjalnie, aparat RTG bez dopuszczenia – nowe fakty w sprawie spółki Spine w Mogilnie
Neurochirurdzy ze spółki Spine opłacali pielęgniarki z własnej kieszeni, a zabiegi wykonywano aparatem rentgenowskim bez legalizacji. Prokuratura i CBA prowadzą śledztwa.

Nieoficjalne wypłaty, nielegalny sprzęt i setki podejrzanych kart pacjentów
Google News PL ujawnia kolejne nieprawidłowości związane ze spółką neurochirurgów Spine, która w 2023 r. zawarła umowę z powiatowym szpitalem w Mogilnie. Neurochirurdzy osobiście opłacali pielęgniarki operacyjne za uczestnictwo w zabiegach, zabiegi zaś wykonywano przy użyciu aparatu rentgenowskiego nieposiadającego wymaganego dopuszczenia do użytku w sali operacyjnej.
Jak wynika z zeznań złożonych przed sądem w Bydgoszczy przez doktora Mateusza Szylberga, podział obowiązków był jasno określony: lekarzy zapewniała spółka Spine, personel pomocniczy – szpital. Ponieważ placówka nie chciała angażować dodatkowych pracowników, do zabiegów wykonywanych w soboty delegowano pielęgniarki będące akurat na dyżurze.
– Były dwie instrumentariuszki, które były przeze mnie dodatkowo opłacane – zeznał Szylberg przed sądem. – To wszystko było oczywiście nieoficjalne, ale sugerowane przez dyrekcję szpitala.
Ówczesna dyrektor placówki Ewa Bonk-Woźniakowska zaprzecza, by kiedykolwiek sugerowała lekarzom takie rozwiązanie. Z korespondencji, do której dotarła redakcja, wynika jednak, że instrumentariuszki otrzymywały od 300 do 450 złotych miesięcznie. W rozmowie z dziennikarzami nie potwierdziły tego wprost, ale też nie zaprzeczyły. Szefowa bloku operacyjnego rozłączyła się w momencie, gdy poinformowano ją o treści zdobytych wiadomości.
Zabiegi bez wyników badań i aparat bez legalizacji
Analiza dokumentacji medycznej ujawniła kolejne nieprawidłowości. Porównanie kart pielęgniarskich z danymi laboratoryjnymi wykazało, że wiele procedur przeprowadzono bez wcześniejszego uzyskania wyników badań. W zanonimizowanych przykładowych danych udostępnionych przez obecne władze szpitala widać, że jeden z pacjentów był hospitalizowany między godziną 09:50 a 09:55, krew pobrano mu przed zabiegiem, lecz wynik laboratoryjny został wytworzony dopiero o 10:11 – już po opuszczeniu przez niego sali operacyjnej.
Specjaliści konsultujący sprawę przyznają, że badania laboratoryjne nie zawsze są niezbędne przy tego rodzaju procedurach, jednak zostały zlecone. Dlaczego nie czekano na wyniki – tego dyrektor szpitala Sebastian Jankiewicz nie potrafi wyjaśnić.
– Nie mamy pojęcia, jak to wszystko się odbywało – powiedział Jankiewicz w rozmowie z redakcją.
Termolezja wykonywana jest pod kontrolą aparatu rentgenowskiego z tzw. ramieniem C. Przed podpisaniem umowy ze spółką Spine szpital w Mogilnie takiego sprzętu nie posiadał. Zgodnie z pierwotną umową aparat miała zapewnić spółka i przed rozpoczęciem zabiegów zgłosić go do sanepidu oraz zalegalizować – wymóg ten wynika z przepisów prawa atomowego, dotyczącego promieniowania jonizującego mogącego uszkadzać struktury białkowe organizmu.
Kilka miesięcy później podpisano jednak aneks do umowy. Na jego mocy szpital przejął obowiązek zapewnienia sprzętu i wydzierżawił aparat od fundacji o nazwie Instytut Neurochirurgii Spine. Fundacja ma siedzibę pod tym samym adresem co spółka Spine, a w jej radzie zasiadają członkowie zarządu Spine: Mateusz Szylberg i Maciej Mielcarek. Szylberg zeznał w sądzie, że zależało mu, by fundacja również osiągała przychody. I osiągała: 3 tys. zł miesięcznie z tytułu dzierżawy sprzętu szpitalowi.
Sanepid – poinformowany przez prokuraturę – przeprowadził kontrolę i stwierdził 14 poważnych naruszeń przepisów. Na szpital nałożono kilka tysięcy złotych kary. Od września 2024 r. koszty związane ze sprzętem ponosił więc szpital, płacąc za używanie aparatu, na którym pracowali lekarze powiązani z fundacją Spine.
26 tys. zł za godzinę i fałszowanie dokumentacji
Opisywane zdarzenia stanowią kontynuację ustaleń opublikowanych poprzedniego dnia. Szpital w Mogilnie podpisał umowę ze spółką Spine, mimo że placówka nie dysponuje nawet poradnią neurochirurgiczną. Lekarze otrzymywali 65 proc. kwoty wycenionej przez NFZ za każdy zabieg, co przekładało się na nawet 26 tys. zł za godzinę pracy.
Raport NFZ i konsultanta wojewódzkiego stwierdza, że zarówno w Mogilnie, jak i w pomorskim Miastku lekarze rozliczali kilkuminutowe procedury jako znacznie droższe. Setki niemal identycznych kart pacjentów noszą, zdaniem konsultanta, znamiona fałszowania dokumentacji medycznej. W jedną sobotę jeden lekarz przyjmował nawet od 50 do 77 pacjentów.
Konsekwencje finansowe dla szpitala są poważne: NFZ nałożył karę w wysokości 2,6 mln zł. Jednocześnie spółka Spine pozwała placówkę o zaległe faktury na kwotę 1,28 mln zł i wygrała – komornik zajął już 400 tys. zł z kontraktu szpitalnego. Szpital ma trudności z terminową wypłatą wynagrodzeń pracownikom.
Wszystkie umowy z poprzedniego okresu podpisała była dyrektor Ewa Bonk-Woźniakowska. Dziś twierdzi, że kontrakty te nie były wadliwe.
Prokuratura i CBA prowadzą śledztwa
Sprawą nieprawidłowości w Mogilnie zajmuje się prokuratura. Odrębne postępowanie dotyczące szpitala w Miastku prowadzi Centralne Biuro Antykorupcyjne. Jak wynika z informacji uzyskanych przez redakcję, mechanizmy nadużyć przy rozliczaniu procedur neurochirurgicznych były monitorowane przez NFZ już od 2022 r., a kontrole funduszu obejmowały obie placówki.
Source: Google News PL