Trzy dożywotnie zakazy i 220 km/h – sąd zwolnił kierowcę, który teraz zniknął

20-latek z trzema dożywotnimi zakazami jazdy pędził pijany ponad 220 km/h podczas pościgu w Gdyni. Sąd pierwszej instancji odmówił aresztu, a gdy wyższa instancja go nakazała, podejrzany już zniknął.

Trzy dożywotnie zakazy i 220 km/h – sąd zwolnił kierowcę, który teraz zniknął

Pościg w Gdyni, zwolnienie przez sąd i ucieczka podejrzanego

Według relacji reporterki Polsat News, którą przytacza Interia, 20-letni mężczyzna został zatrzymany przez policję po pościgu na terenie Gdyni. Na swoim koncie miał już trzy dożywotnie zakazy prowadzenia pojazdów mechanicznych – mimo to usiadł za kierownicą po raz kolejny, tym razem będąc pod wpływem alkoholu.

Gdy funkcjonariusze próbowali go zatrzymać do kontroli, mężczyzna nie zamierzał się poddać. Uciekał, rozpędzając samochód do ponad 220 km/h. Za podejrzanym ruszył jeden radiowóz, a drugi patrol zajął pozycję na obwodnicy Gdyni. Do zatrzymania doszło między odcinkami Chwarzno i Chylonia.

Po doprowadzeniu do prokuratury przedstawiono mu zarzuty. Śledczy uznali, że charakter sprawy i dotychczasowe zachowanie podejrzanego uzasadniają wniosek o tymczasowe aresztowanie, i skierowali go do sądu.

Sąd odmówił aresztu

Sąd pierwszej instancji podjął jednak odmienną decyzję – mężczyzna opuścił areszt na wolności. Jak relacjonowała dziennikarka Polsat News: „Trudno to tak naprawdę wytłumaczyć, bo już rozmawiałam z prokuraturą, rozmawiałam na razie telefonicznie z rzecznikiem sądu i nikt tej decyzji nie rozumie."

Jako argument przemawiający przeciwko aresztowaniu sąd uwzględnił informację, że podejrzany nie miał stałego miejsca zameldowania, a jego konkubina przekazała, że mężczyzna przebywa „gdzieś na terenie kraju". Prokuratura zaskarżyła tę decyzję.

Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Gdańsku, który 12 sierpnia przyznał rację śledczym i nakazał zastosowanie tymczasowego aresztowania. Problem w tym, że kiedy zapadło orzeczenie sądu wyższej instancji, podejrzanego nie udało się już odnaleźć. Ryzyko ucieczki było zresztą jedną z kluczowych przesłanek, na które wcześniej wskazywała prokuratura.

„Irytacja to zbyt łagodne słowo"

Do sprawy odniósł się na antenie Polsat News Zbigniew Korytnicki, były naczelnik wydziału ruchu drogowego policji w Gdańsku. Jego zdaniem sytuacja jest szczególnie niepokojąca ze względu na skalę naruszeń.

„Tutaj mamy osobę, która posiada dwa aktywne zakazy sądowe, która nie zatrzymuje się do kontroli, która znajduje się w stanie trzeźwości, więc rodzi się takie trochę retoryczne pytanie, co poszło nie tak" – mówił ekspert.

Korytnicki zaznaczył, że rozumie zasadę niezawisłości sędziowskiej, lecz ocenił, że w tej sprawie zabrakło właściwej rozwagi. Stwierdził, że określenie „irytacja" jest w tym kontekście wręcz zbyt łagodne.

Były policjant wskazał też na szerszy problem: wielokrotne łamanie dożywotnich zakazów prowadzenia pojazdów zbyt rzadko spotyka się ze zdecydowaną reakcją wymiaru sprawiedliwości. „Przy takich tematach zazwyczaj mówimy o zaostrzeniu prawa, tutaj prawa zaostrzyć nie trzeba, po prostu trzeba respektować takie, jakie jest i wydawać decyzje takie, jakie są" – ocenił Korytnicki.

Jego zdaniem problem może wynikać między innymi z przepełnienia systemu penitencjarnego. Podkreślił jednak, że sam fakt wielokrotnego naruszania dożywotnich zakazów powinien prowadzić do bezwzględnego orzekania kary pozbawienia wolności bez możliwości jej zawieszenia.

„Jeżeli ktoś ma kilka zakazów i dalej wsiada za kierownicę, dalej jest pod wpływem alkoholu, tutaj od tej osoby myślenia wymagać już nie można" – podsumował były funkcjonariusz.

Source: Interia

Read this article in English