Biskup Andrzej Jeż skazany za ukrywanie pedofilii, wyrok dwa lata ograniczenia wolności
Sąd Rejonowy w Tarnowie uznał biskupa diecezji tarnowskiej za winnego niepowiadomienia organów ścigania o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich przez podległych mu duchownych. To pierwszy w Polsce proces biskupa za zaniechanie zgłoszenia pedofilii.

Bezprecedensowy wyrok wobec hierarchy
W czwartek 29 października 2026 r. Sąd Rejonowy w Tarnowie skazał biskupa diecezji tarnowskiej Andrzeja Jeża za niepowiadomienie organów ścigania o przestępstwach seksualnych popełnionych przez podległych mu księży. Zdaniem sądu, mimo wiarygodnych informacji o molestowaniu osób poniżej 15. roku życia, Jeż nie zawiadomił niezwłocznie służb.
Wyrok objął dwa lata ograniczenia wolności, przy czym co miesiąc 25 procent zarobków trafia na rzecz Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, wspierającej nieletnie ofiary przemocy seksualnej. Sąd obciążył także biskupa kosztami procesu. Kara ma pełnić funkcję prewencji — zaznaczył tribunal.
Proces dotyczył dwóch duchownych: Stanisława P. i Tomasza K. z diecezji tarnowskiej. Jak informuje Dziennik Gazeta Prawna, skala sprawy była porażająca: ksiądz Stanisław P. mógł molestować prawie 100 chłopców. Prokuratura ustaliła, że wyrządzał krzywdy w kilku parafiach tarnowskich, a po 2003 roku także w Ukrainie, gdzie wysłał go poprzedni biskup Wiktor Skworc.
Sprawa księdza Stanisława P. została umorzona z powodu przedawnienia — zawiadomienie trafiło do organów ścigania dopiero po publikacji artykułu ujawniającego problem. Wobec księdza Tomasza K. toczy się osobne postępowanie.
Prokuratura argumentowała, że przewinienie biskupa było znaczące, ponieważ spowodowało przedawnienie się spraw niektórych pokrzywdzonych. Prokurator Marcin Stępień podkreślał: „wina biskupa i społeczna szkodliwość niepowiadomienia o czynach pedofilskich księży jest znaczna m.in. dlatego, że skutkowała przedawnieniem się spraw niektórych pokrzywdzonych".
Kluczowe ustalenia sądu
Sędzia podczas uzasadnienia wyroku uznała zeznania Andrzeja Jeża za niewiarygodne. Kościelny hierarcha utrzymywał, że sprawy zgłosił najpierw Watikanowi, dopiero później zaś kurią zawiadomił służby państwowe. Sąd odrzucił te wyjaśnienia.
Tribunal zaznaczył, że obowiązek denuncjacji pedofilii — wprowadzony nowelizacją kodeksu karnego z lipca 2017 roku — obowiązuje wszystkich niezależnie od statusu społecznego. Biskup nie może powołać się na prawo kościelne, aby uchylić się od tego obowiązku. Za jego naruszenie grozi do trzech lat pozbawienia wolności.
Sędzina stwierdziła: „prawodawca uznał przestępstwa pedofilii za najgroźniejsze i każdy, kto dowiaduje się o pedofilii, ma obowiązek zgłosić taką wiedzę, a ten, kto tego nie zrobił, podlega karze do trzech lat pozbawienia wolności".
Prokurator Stępień zaakcentował symboliczne znaczenie wyroku słowami: „Nie ma ludzi równych i równiejszych". Choć prokuratura domagała się surowszej kary, najistotniejsze było — w ocenie śledczego — potwierdzenie przez sąd, że prawo obowiązuje wszystkich bez wyjątku.
Proces o bezprecedensowej w Polsce charakterystyce wykazał, że możliwe jest pociągnięcie do odpowiedzialności kościelnego hierarchy za zaniechanie zawiadomienia o pedofilii, niezależnie od jego pozycji instytucjonalnej.
Source: Dziennik Gazeta Prawna